Dekornik pyta eksperta

Uwielbiamy wciągać wszystkich naszych przyjaciół i rodzinę we wspólne akcje.

Mieliśmy już Olę z bloga Apetyczne Wnętrze, która odpowiadała na pytania ad. meblowania pokoików, a teraz zaprosiliśmy Anetę, zawodowo dietetyka, a prywatnie siostrę naszej Asi. Asia w Dekorniku kontaktuje się ze wszystkimi, którzy do nas piszą i dzwonią,

i robi to z nieziemskim wręcz natchnieniem 🙂 Dlatego byliśmy pewni, że siostra Asi na pewno z takim samym zaangażowaniem doradzi wszystkim w sprawie żywienia maluchów.
siostra
Zaczęła się szkoła, przedszkole, świetlica…Mniej owoców, więcej warzyw i ciepłych posiłków. Ale czy zdrowych posiłków?
Nie mamy wpływu na go, co jedzą maluchy, kiedy nie ma nas w pobliżu. Dlatego stwierdziliśmy, że właśnie temat żywienia jest najważniejszy w jesiennych miesiącach. Ze względu na obie natury, które są nie do ogarnięcia: tę wszechobecną, otaczającą nas i naturę (małego) człowieka 🙂

danie

 

Aneta poza odpowiedziami na pytania, które były jej zadawane przez cały zeszły tydzień na facebooku dodatkowo napisała dla nas króciutki artykuł.

Polecamy rodzicom ale i każdemu, komu temat zdrowego odżywiania nie jest obcy:

 

fot

„Wokół żywienia dzieci krąży wiele mitów i mrocznych opowieści. Sprawiają one, że większość mam ma mętlik w głowie na różnych etapach życia swoich maluchów. Zacznijmy jednak od początku.

Mleko mamy jest najwartościowszym pokarmem. Każda z mam to słyszała, czytała i doskonale o tym wie. Nie oznacza to jednak, że karmiąc dziecko mlekiem modyfikowanym pozbawiamy go czegokolwiek. Jeśli nasze dziecko dobrze śpi, przybiera na wadze, jego rozwój nie budzi zastrzeżeń oznacza to, że jest szczęśliwe!

Drugi problem pojawia się w momencie rozszerzania diety. Schemat żywienia niemowląt nie określa dokładnie czasu rozpoczęcia rozszerzania diety, ani tego co konkretnie podać dziecku do jedzenia. Nagle okazuje się, że nie wiemy czy nasze maleństwo jest gotowe na papkę z marchewki, a może lepiej podać mu banana? I ile tak naprawdę powinno zjeść? Zamiast poczucia wesołej ekscytacji wywołanej poznawaniem nowych smaków możemy zafundować sobie dużą ilość niepotrzebnego stresu. Najważniejszy jest spokój, konsekwencja i dobra zabawa. Nauczmy nasze dzieci, że jedzenie to coś cudownego. Nawet jeśli gotowana godzinę zupka wyląduje na bluzeczce, stoliku, włosach i stópkach, nic się takiego nie stanie. Może chociaż pół łyżeczki zdążyło trafić do buzi. Z każdym kolejnym dniem będzie lepiej!

Kiedy opanujemy trudną sztukę karmienia malucha spotykamy na naszej drodze kolejny zakręt – przedszkole. Nasze maleństwo, któremu kupowaliśmy mięso z hodowli ekologicznych, po marchewkę jeździliśmy 10 km do zaprzyjaźnionego gospodarstwa, wkracza do nieznanego świata, w którym jadłospis może przyprawiać o szybsze bicie serca. Co dzień rano zastanawiamy się czy zje tego kotleta z buraczkami, bo w domu lubił tylko z groszkiem? Kanapka z rzodkiewką i kakao? A nasz maluch jada tylko z żółtym serem! Bardzo ważny jest nasz kontakt z wychowawcą dziecka. Poprośmy by zwrócił uwagę co zjada mały przedszkolak. Ale jeśli nasze dziecko wraca z przedszkola pogodne i uśmiechnięte, nie ma ochoty na obiad, nie mamy się o co martwić. O tym, że nic nie jadł świadczyć może zły nastrój, rozdrażnienie i płaczliwość. W takiej sytuacji zaproponujmy maluchowi zjedzenie wspólnego posiłku i rozmawiajmy o tym, że warto próbować nowych smaków i jeść wspólnie z kolegami.

Zanim zdążymy przestać się martwić nasze dziecko idzie do szkoły. Drugie śniadanie zaczyna wracać do domu. Wymyślne kanapki, sałatki, kolorowe owoce i warzywa w nietkniętym stanie widzisz po powrocie ze szkoły w śniadaniówce, a Twoje pytające spojrzenie jest kwitowane stwierdzeniem  „nie miałem czasu”? Stołówkowe obiady też nie są zjadane, bo „był taki dziwny sos” i „ Mikołaj powiedział, że sałatę to krowy jedzą”? Do dzieci w wieku szkolnym trafia wiele argumentów, dlatego ważna jest rozmowa i dobry przykład. Błędem jest niedawanie drugiego śniadania, „bo i tak nie zje”. Dzieci lubią niespodzianki, może zamiast kanapki dziecko spróbuje tortilli? Do pojemnika możemy dorzucić kilka orzechów i rodzynki, po które zabieganemu uczniowi łatwiej sięgnąć, gdy musi biec grać w piłkę.

Najważniejsze to obserwować nasze dzieci. Jeśli są uśmiechnięte, pełne energii, chętnie się uczą i bawią, a do tego nie chudną, wszystko jest w porządku. Natomiast, gdy są smutne, wolą leżeć niż się bawić, łatwo wpadają w złość, często płaczą bez powodu, a także tracą na wadze, powinniśmy potraktować problem poważnie. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości należy skontaktować się ze specjalistą, przede wszystkim pediatrą, jak również z dietetykiem.”

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *